Dieta. To słowo brzmi jak wyrocznia kiedy tylko nasza waga łazienkowa niezmiennie pokazuje przerażającą liczbę. Skuteczne, stosowane wcześniej, metody oszukiwania siebie w postaci zdjęcia koszulki i/ lub spodni nie przynoszą rezultatu. Chwila poświęcona na rachunek sumienia, podsumowanie tego co jadło się przez ostatni okres… i ból głowy gotowy.

Nie ma co się oszukiwać. Każdy z nas lubi niezdrowe przekąski. Siedzi to w naszych genach. Kwestia tylko tego co wybierzemy spośród dobrodziejstw sklepowych półek. Ciastko owsiane czy chipsy o smaku wędzonego kurczaka, rodzynki czy batona z podwójnym karmelem.

Wszystko jest dla ludzi i osobiście nie widzę sensu w całkowitym pozbywaniu się „niezdrowych” przyjemności. Kostka czekolady nikomu nie zaszkodzi. Zjedzony lizak także. Tylko niech to nie będzie trochę większy gabarytowo sześcian, prostopadłościan, pudełko. Dla kogo z nas zjedzenie „piętra” przysłowiowego mleczka, tego od skrzydlatych zwierząt, jest jakimkolwiek wyzwaniem? Przecież to znika w mgnieniu oka. Wielka paczka pokrojonych i wysmażone kawałków ziemniaka także.

Uwielbiam słodycze od kiedy pamiętam. Równie daleko sięga moja pamięć, jeśli chodzi o reklamy w massmediach dot. zdrowych produktów, które są równie smaczne… jak nie lepsze w porównaniu do tychże pyszności. Tu mleko, tam miód. Orzechy, witaminy. Cała gama niezbędnych dla zdrowego organizmu rzeczy.

Niestety, kiedy weźmiemy pod lupę takie prozdrowotne wyroby, często okazuje się, że ich spożycie niekoniecznie przyniesie nam energii. No, przynajmniej tej „potrzebnej”. Bo nie ma siły aby po garści cukru nie poczuć pobudzenia.

Na blogu będę zatem starał się przedstawiać wszystko to, co uchodzi za zdrową żywność. Pojawią się zarówno produkty zbożowe/ śniadaniowe, jak i „pełne wapnia i innych mikroelementów” łakocie. Nie zabraknie produktów „0%”, bezcukrowych, a także posiadających znikome ilości kalorii. Końcowa ocena będzie zdecydowanie subiektywna.

Nie będę ukrywał: zapewne niejednokrotnie pochwalę coś, co nie jest fit-git. Czemu? Bo, według mnie, nie ma co szaleć. Odrobina przyjemności przyda się każdemu. A warto wiedzieć po czym noc spędzimy z wyrzutami sumienia, a po czym będziemy zadowoleni. Coś pysznego w cale nie oznacza, że to tego wrócę. Fajne na raz, na rok czy dwa lata. Jak wracać i ładować tzw.puste kalorie, to z czegoś, co przynosi autentyczną radość na twarzy i w buzi.

Wszelkie prawa autorskie, znajdujące się na niniejszej stronie, zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie informacji i kopiowanie tekstów, bez zgody autora, zabronione.