O mnie

Urodziłem się na początku lat 80-tych ubiegłego stulecia. W najlepszym, moim zdaniem, okresie przeistaczania się, nie tylko konsumencko,  kraju.

Z jednej strony zapach pomarańczy na Boże Narodzenie i radość przy otwieraniu paczek „z zachodu”, a z drugiej obserwowanie budujących się kolejnych to wielkopowierzchniowych sklepów/ centr handlowych. Kontrast wafli o smaku  polewy czekolado-podobnej i połączenia, w jednym opakowaniu, kombinacji cytryny, mięty ze śmietanką takich samych chrupiących wyrobów.

Jak zapewne większość posiadam chwile słabości. Walczę ze sobą, stojąc przed półkami uginającymi się od słodyczowych łakoci. Czasem wygrywam, czasem polegam. I szczerze mówiąc, nie widzę nic w tym złego. Jeśli tylko proporcje takich momentów w stosunku do ogółu nie są zbyt zachwiane, nie należy się tym przejmować. Problem jednak następuje w momencie gdy decydujemy się na zjedzenie czegoś, co podświadomie (tzn.  jako wynik sukcesywnego ładowania nam do głowy,  przez kolejne reklamy, informacji) traktujemy jako te lepsze. Zdrowsze.

Od jakiegoś czasu zacząłem czytać dokładniej etykiety. Analizować skład. Lista produktów podszywających się pod zdrowotne okazuje się być przerażająco długa. Szczęśliwie, tych prawdziwych jest równie dużo.

Konsumencko, organoleptycznie… ale ze świadomością.