BIEDRONKA, ZUPY Z NASZEJ KUCHNI ZUPA KREM POMIDOROWY Z POMIDOREM MALINOWYM

Wymuszony wegetarianizm.

Planowanie domowego budżetu to nie lada wyzwanie. Trzeba postawić rachunki ponad gównianą i rozpadającą się po dwóch godzinach, plastikową pamiątką znad morza. Trzeba wykazać się umiejętnością dodawania, jak i – co gorsze – odejmowania. Kupowanie puszki napoju X na stacji benzynowej, tuż przed zjazdem do domu, bo „akurat teraz chce mi się pić i nie wytrzymam trzech minut” staje się nieracjonalnym wydatkiem. Zwłaszcza jeśli po stu osiemdziesięciu sekundach, w cenie 330ml będziemy mogli dostać 1,75l.

Mięso mielone z piersi kurczaka jest fajne. Nie trzeba kroić, oddzielać żyłek i tłuszczu. Wszystko od razu ląduje na patelni. Mięso to jest tym fajniejsze, jeśli zobaczymy je pod stertą innych i droższych mielonek. Opakowań starczy na kilka dni, a ostatnie będzie miało jeszcze trzy doby przydatności do spożycia. Co może się nie udać?  Ano wiele… Cholernie wiele.

Zupy z naszej kuchni zupa krem pomidorowy z pomidorem malinowym to już trzecie danie z Biedronkowej serii. Mogłem je spróbować po tygodniu rozpoznawania pory dnia, dzięki kolorom tabletek, które ratowały mój żołądek. Prawdę mówiąc, tego dnia miałem nieodpartą ochotę na rosół. Nawet miałem się po niego udać, tuż po skończeniu zakupów. Do lodówki, gdzie wstawione są zupy, spojrzałem mimochodem.

Marchewki z czerwoną soczewicą, czy też pomidorów z papryką jeść nie chciałem. Nawet nie mogłem. Mniej znaczyło lepiej. Zwłaszcza w takich wypadkach. I tak oto wrzuciłem do koszyka, zwykłą, pospolitą, pomidorówkę.

Ponoć najbardziej odpowiednią dietą dla osób posiadających grupę krwi A, jest wegetarianizm. Kiedyś nawet próbowałem żyć według tej zasady (z mięs tylko kurczak) i nie widziałem żadnej poprawy. Przez zawirowania zdrowotne, ostatni tydzień… byłem wegetarianinem jak się patrzy. Chyba, że suchary robią z wołowiny. Wtedy to jednak nie.

Pomidorówka okazała się być nie tylko dobra, a bardzo dobra. Nie waliła koncentratem, nie miała w sobie grama ketchupu. Była ukojeniem na zraniony żołądek i… to w zasadzie mnie kupiło. Co dziwne, była słodka, ale też pikantna. Nie na styl papryki (w sensie tej najbardziej popularnej) a jakiegoś sosidła kebabu. Choć skład nie zawierał w sobie absolutnie nic z pikantności, ja ja wyczuwałem za każdym razem. I w każdym to wiaderku. Zupy z naszej kuchni zupa krem pomidorowy z pomidorem malinowym, stanowiły bowiem mój obiad i podwieczorek przez trzy kolejne doby.

Na stuprocentowy wegetarianizm się u mnie nie zanosi, ale… może spróbuję czerpać białko z także innych źródeł. Poznaną w biedzie zupę, będę kupował często.

Skład

Woda, pomidory krojone 22% (pomidory, sok pomidorowy, sól, regulator kwasowości: kwas cytrynowy), marchew, pomidory malinowe 5%, koncentrat pomidorowy 5%, cebula, ziemniaki, korzeń pietruszki, seler, sól, olej rzepakowy, czosnek, bazylia 0,2%, cukier, pieprz czarny.

Informacja dodatkowa: Produkt może zawierać gluten, orzeszki ziemne, gorczycę.

Słowniczek

kwas cytrynowy (E330) – naturalny składnik wielu organizmów żywych. Pełni ważna rolę w procesie metabolizmu. Znajduje się m.in. w owocach cytrusowych, kiwi, a także truskawkach. Polepsza także aktywność przeciwutleniaczy.

Wartości odżywcze

Zupy z naszej kuchni zupa krem pomidorowy z pomidorem malinowym to 117kcal (podział BTW: 4,05g/ 1,8g/ 18g) w 450g opakowania

Informacje o produkcie

Producent: Jeronimo Martins Polska S.A.
Marka: Zupy z naszej kuchni
Nazwa: Krem zupa pomidorowy z pomidorem malinowym
Kupione: Biedronka
Cena: ok. 2,99zł (promocja)

3 odpowiedzi

  1. Rzuciłam kluchową dietę obiadową i uznałam, że czas na coś zdrowszego. Między innymi wybrałam się do Lidla i Biedry po zupy. W Biedrze był jakiś nieurodzaj, bo tylko trzy rodzaje: pomidorowa z bazylią (nie, dzięki), soczewicowo-jakaś tam (ją wzięłam) i z ciemnej soczewicy z czymś tam (dziwny kolor, więc niet). Z Lidla wzięłam dwie. Jestem ciekawa, co z tego eksperymentu wyjdzie.

    Odpowiedz
      1. Zupy mnie zatkały i miałam kilka masakrycznych dni. Po zjedzeniu/wypiciu 500 ml gęstawej zawiesiny byłam opchana, ale wciąż głodna i słaba. Wróciłam do kopytek.

        Smakowo wygrała marchew + żółta soczewica z Biedry. Absolutny sztos. Kalafiorowa z koperkiem z Lidla mocno średnia, a brokułowa z serem pleśniowym częściowo zasiliła kosz na śmieci.

        Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *