PAN POMIDOR, PANI MARCHEW I IMBIR ZUPA KREM

Per Pan, Per Pani.

Pani jest nauczycielką, Pani jest sąsiadką, Pan jest listonoszem, Pan jest też kierowcą autobusu. Jeśli ktoś jest od nas starszy, należy odnosić się do niego z szacunkiem. Bo kultura, bo tak wypada itp. Młodemu umysłowi nie stanowi to przeszkody przyjęcie takiego faktu, bo rodziców przecież trzeba słuchać. A oni tak zachowywać się każą. Potem szacunku doświadczamy w pracy. Przełożony, dyrektor(ka). Generalnie ktoś, kto jest w hierarchii wyżej od nas, automatycznie dostaje przedrostek Pan(i). Oczywiście są firmy, gdzie więzy są luźniejsze, ale zasada raczej jest podtrzymywana. Ciężko jednak dostosować się do tego by „panować” wszystkim. Śmiejąc się z siebie nawzajem, jeszcze chwilę przed przekroczeniem progów miejsca X, zwanego „fabryką”.

Pani marchew i imbir mimo nieszczęśliwego nazewnictwa, nie wprawiła mnie w zły nastrój. W sumie to było wręcz przeciwnie. Brzmiało to jakoś sympatycznie, przyjaźnie. Z jajem. Choć tych akurat w składzie miało nie być.

Producent zapewnia nas o wyjątkowości swojego dania. Zabieg oczywisty i mógłbym go wyśmiać, ale tak naprawdę nie pamiętam abym sparzył się na zakupie zupy w sklepie. Fakt, przebieram w nich jak panna młoda w sukniach ślubnych, ale liczy się… tia, fakt. Marchew z dynią i marchew z czerwoną soczewicą już były, więc przyszła kolej na imbir. Kurde-bele imbir! Przyprawę, która smażonemu/ pieczonemu mięsiwu dodaje skrzydeł.

Otworzenie wieczka uwolniło dwa zapachy. Marchewki (co oczywiste) oraz czegoś na pograniczu soczewicy, ziemniaków i masła. Zdaję sobie sprawę, że to trzy kompletnie inne nuty, ale co ja poradzę, że mój mózg tak je określił. Na całe szczęście nie było tu pietruszki, którą musiałem zidentyfikować, odnajdując zielone kropki w zupie.

No właśnie, zupie. Czymś dalekim od kremu. Przynajmniej tego, jakim darzyły mnie poprzednie dania gotowe. Jeśli jesteśmy w drodze, a najdzie nas głód, to w sumie dobre wieści. Płyn bowiem wyleje się z pojemnika, wprost do naszych ust. Oczywiście producent zalecał podgrzanie w mikrofali lub garnku, ale przez fakt mojego lenistwa i konieczności włożenia brudnego garnka do zmywarki gorąca za oknem, postanowiłem zjeść go (ją?) na zimno.

Przez całe 400-gramowe danie, obrzydliwą pietruszkę poczułem ze cztery razy. I były to mniejsze doznania niż te, które towarzyszyły ziemniakom posypaną „zdrową zieleniną” u babci. Paski marchewki były czymś na pograniczu klusek lanych i świeżego jabłka. Niby nasiąknięte wodą, niby miękkie, ale jednak wymagające użycia zębów (przed)trzonowych. Tylko, że nie była to czysta marchewka. Zagęszczony sok pomarańczowy, który w składzie jest gdzieś pod koniec, zaznaczył delikatnie swoją obecność. Fajnie.

Równie delikatny był imbir. Pojawiał się po sekundzie/ dwóch, kiedy już przełykałem kolejną porcję. Receptą na zintensyfikowanie było przetrzymanie chwilę zupy na języku. Daniu mu chwili aby przesiąkł charakterystyczną przyprawą. Może gdybym całość podgrzał, smak byłby ostrzejszy. Może.

Przy ponownym zakupie (a krem jest tego wart) pewnie dosypię jeszcze trochę imbiru w proszku i papryczek. Prawdopodobnie zniszczę przez to „punkt główny” w postaci marchewki, ale cóż.

PS Popatrzyłem właśnie na stronę producenta, węsząc w kierunku kolejnych połączeń. Brokuł ze szpinakiem (to już diabła się mniej bałem, będąc w przedszkolu), groszek z miętą (mięta to zło, samo w sobie) – odpuszczę na sto procent. Buraka z chrzanem, fasolę ze szczawiem (tu paradoks: świeży szczaw jadłem na potęgę, zupą wymiotowałem) kupię pewnie z czasem. Póki co celem jest dynia z cynamonem.

Woda, marchew 32,8%, cebula, pietruszka korzeń, seler korzeń, por, masło (z mleka), olej roślinny rzepakowy, sól, czosnek, imbir 0,3%, natka pietruszki, zagęszczony sok z pomarańczy, pieprz biały.

Słowniczek

Zbędny.

Wartości odżywcze

Pani marchew i imbir  to 128kcal (podział BTW: 2,4g/ 6g/ 13,6g) w 400-gramowym pojemniku.

Informacje o produkcie

Producent: Firma Bracia Urbanek
Marka: Pan Pomidor
Nazwa: Pani marchew i imbir
Kupione: Carrefour
Cena: 6,99zł

7 odpowiedzi

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *