VEGAUP, HUMMUS Z PIKANTNĄ PAPRYKĄ

Pikantność ponad podziałami.

Pewnie słyszeliście o tym, że weganie słyszą pod swoim adresem wiele przymiotników. Jak można nie jeść mięsa?! Przecież ludzie od zawsze, tj. od czasów biegania z maczugami, zabijali zwierzynę by silić się mięsiwem. Sałata jest dla królików. Jest jeszcze jedno, mocniejsze, stwierdzenie. I jestem przekonany, że przyszło Wam jako pierwsze do głowy.

W każdym konflikcie przydaje się rozjemca. Mediator. Kimś takim z pewnością jest papryka. Jej ostre odmiany lubią obie grupy. Nie ma co się dziwić. Ostre jest fajne.

VegaUp hummus z pikantną papryką otworzyłem szybciej niż myślałem. Poprzedniki (tradycyjny, z pomidorami) spokojnie mogłyby posłużyć weganom jako argument „zobacz jak smacznie jemy” i przekonać osobę jeszcze się wahającą, do przejścia na jasną ciemną… no jakąś tam stronę mocy.

Zapach był miły dla nosa, bo zbliżony do pomidorowego. Pikantność nie grała pierwszych skrzypiec, a jedynie plątała się gdzieś w tle. Myślę, że odrobinę mocniejsza niż w ketchupie Kotlin.

Jeśli chodzi o konsystencję, to znów był gęsty i treściwy. Wyjmowana porcja spokojnie czekała na nożu, aż ją sfotografuję. Prześwitujące czerwone wstawki, choć nieliczne, radowały oczy.

Język też czuł radość. Przy pierwszym gryzie poczułem pikantność. Pojedyncze podrażnienie kubków, trochę jak drapnięcie przez ukochaną. Niestety na tym znajomość się skończyła. Kolejnej randki nie było. Hummus trzymał fason, nadal był kremowy i zamulający. Nadal mi smakował. Jednak nie posiadał pikantności. Zdaje sobie sprawę, że mogę być w tym nieobiektywny. Znaczy się i tak nie jestem, ale wiecie o co chodzi. Przed detoksem od ostrego, nawet czerwona Schiracha mnie nie piekła, także inni (normalni?) konsumenci mogą być zadowoleni ze stopnia pikantności.

Dobry? Tak. Treściwy? Tak. Warty polecenia? Tak. Pikantny? Niekoniecznie. Zapewne dodanie kilku stopni w skali Scoville’a pozbawiłoby sensu całości, tzn. zabierało nutę przewodnią, ale miało być przecież ostro. Stawiając go obok pomidorowego, jako też niepikantnego, plasuję go na niższej pozycji. Zresztą… nawet gdyby papryki było więcej, mógłby przegrać. Włoch pozostaje numerem jeden.

Skład

Gotowana ciecierzyca 40%, woda, pasta sezamowa, pieczona czerwona papryka (8%), sok z cytryny, świeży czosnek, sól morska, czerwona papryka chili, pieprz, przyprawy naturalne.

Słowniczek

Niepotrzebny. Co ciekawe, teraz zamiast pasty z ciecierzycy, w składzie występuje jej gotowana wersja. Pewnie jest tym samym.

Wartości odżywcze

VegaUp hummus z pikantną papryką to dwie porcje po 188kcal (podział BTW: 5,0g/ 13g/ 10g) w każdej z nich.

Informacje o produkcie

Producent: VegaUp
Marka:
Nazwa: Pasta z ciecierzycy
Kupione: współpraca (jest w Carrefourze)
Cena: współpraca (w Carrefourze ok 7,50zł)

VegaUp
Kliknij by odwiedzić stronę producenta

6 odp. do wpisu “VEGAUP, HUMMUS Z PIKANTNĄ PAPRYKĄ

  1. A wystarczyłoby, żeby producent nie fisiował i zamiast dawać malowniczych epitetów napisał po prostu: z papryką. 😀 Oni czasem sami nie rozumieją jak przez takie błahostki strzelają sobie sami w stopę. Chyba już to kiedyś pisałam, ale to tak samo jak te wszystkie czekolady o smaku ,,masła orzechowego” które mają po prostu orzechowy krem. Człowiek nastawia się na smak amerykańskiego smarowidła, a dostaje po prostu maź o smaku orzechów. Dobre to, bo dobre, ale już wyobrażanych fajerwerków brak.
    Lubię produkty pomidorowe, ale jeżeli bym miała wybierać ulubione warzywo w wersji saute to na pewno byłaby to właśnie papryka. Dlatego ten chyba woła mnie bardziej i ten właśnie wsadziłabym do koszyka.

    1. Ale wiesz, czekoladą z czymś co hańbi MO już się spotkałem. Tam nawet otoczka jest… słaba. Spójrz na Allegro z Biedronki. Kiedy wchodziło, dawało radę. Teraz… no cóż. Hummus sam w sobie, jest jak najbardziej ok. Tylko – dla moich kubków – brakuje mu pikanterii 😉

  2. Nie tylko weganie słyszą wegetarianie także. Jeśli o mnie chodzi zlewam tego typu komentarze. Sama jestem wegetarianką od 14 lat, coraz bardziej obieram kierunek na weganizm. A jak komuś nie pasuje, że JA nie jem mięsa to problem tej osoby.

  3. Nawet „niekoniecznie” to zbyt wiele jak na mój żołądek. Tak podejrzewam. A to, że się obrywa weganom, jest całkiem zabawne, bo przeważnie do dyskusji (pyskówki) stają średnio inteligentni przedstawiciele pseudowegan (wegan-hipsterów), a nie ci, co naprawdę mogliby coś wnieść do tematu. No cóż.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *