MULLER, MULLERMILCH BROWNIE

Komiks i ciasto.

W latach 90-tych zeszłego wieku komiksy były czymś wyjątkowym. Kolorowa książeczka, wypełniona obrazkami i przeróżnymi historyjkami. Do Polski niestety trafiała znikoma ilość. Ktoś, kto wtedy zaczął je kolekcjonować, dziś pewnie jest milionerem. I piszę to bez cienia ironii. Ceny jakie osiągają niektóre numery Spider-Mana pozwalałyby wyżywić czteroosobową rodzinę przez miesiąc.

Mając pstro w głowie, nie widząc w kolorowych książkach sposobu do zarobku, czytałem najbardziej pospolite serie. Był Spider-Man, był Kaczor Donald, był i Tytus z Romkiem i Atomkiem. Dziś komiksy przeżywają drugą młodość i wszystko zapowiada się na to, że będą coraz jeszcze mocniejsze z biegiem lat.

Mullermilch brownie wyciągnięty jakiś czas temu z chłodni, przypomniał mi stare czasy. Rysunkowa postać z opakowania uderzała idealnie w czuły – wspomnieniowy – punkt. Bezimienna, zapewne też bez supermocy, ale jakaś taka swojska. Dodatkowym punktem zaczepnym był fakt, że limitowany smak stanowiło brownie. W ten oto sposób postanowienie napojemleczneodpuszczam poszło w siną dal.

Pamiętając jednak to, że wersja czekoladowa mnie nie oczarowała, przed zakupem przeczytałem skład białej butli. Gdyby okazał się identyczny, byłbym w stanie ją odstawić. Początek ten sam, środek także. Dopiero na samym końcu pojawiła się informacja o dodanym kakao. Wątpiłem czy to uratuje napój, ale brownie to brownie. Dla niego zrobię wyjątek.

Nie powiedziałbym aby kolor różnił się bardzo od poprzednika inspiratora. Zresztą gdyby się różnił, a w kubku pojawiłaby się biała ciecz, byłbym mocno zdziwiony. Chyba, że byłaby to butla biorąca udział w jakimś konkursie i w środku wody znajdowałby się super tajny kod aktywacyjny.

Jeśli chodzi o walory smakowe, także postawiłbym go blisko czeko-butli. Był przede wszystkim rozwodniono-czekoladowy ale sproszkowane kakao także pukało do kubków języka. Można powiedzieć, że był to wariant czekoladowy z jedną łyżeczką kakao wyjadanego ukradkiem za małolata. Nesquik dla dzisiejszej młodzieży, Benco dla tych z PRL-u.

Ogółem nie mogę powiedzieć, że było źle. Na plus zaliczam fakt, że całość była wyzbyta foliowo-plastikowego aspektu, który towarzyszy większości takich napoi. Na minus, cóż. To nie było brownie/ murzynek z blachy.

Skład

Mleko częściowo odtłuszczone, maślanka, czekolada w proszku 3,4% (cukier, kakao w proszku), glukoza, laktoza (z mleka), cukier, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, skrobia modyfikowana, stabilizator: karagen, sól, aromat, witamina E, witamina B6, ryboflawina, tiamina.

Słowniczek

dekstroza (rozpada się do dekstryny) – cukier prosty o działaniu podobnym do glukozy. Wspomaga działanie (jest transporterem) kreatyny, zwiększając energię dostarczaną organizmowi. Występuje np. w słodkich owocach i miodzie. Można ja także uzyskać ze skrobi kukurydzianej.
karagen (oznaczany jako E407) – naturalny polisacharyd, wytwarzany przez niektóre wodorosty. W przemyśle spożywczym służy jako stabilizator i/ lub zagęszczacz. Często spotykany w galaretkach, żelach.
laktoza – cukier mleczny. Otrzymywana z serwatki podczas produkcji sera. Stosowana jako wypełniacz.
skrobia modyfikowana – zapewnia łączenie składników w całość, działając trochę jak lepik. Modyfikacja nie oznacza modyfikacji genetycznej, co sami możemy sobie „dodać” w myślach.

Czekolady odjęto o 0,04%, dodano zaś kakao w proszku (nie wiadomo ile). Dekstrozę zastępuje glukoza.

Wartości odżywcze

Mullermilch brownie w 100g dostarczy nam 77kcal (podział BTW: 3,5g/1,6g/12,0g). Cała butelka ma 400g, co tworzy 308kcal. Praktycznie to samo, co w czekoladowej wersji.

Informacje o produkcie

Producent: Molkerei Alois Müller GmbH & Co. KG
Marka: Müller
Nazwa:  Napój mleczny o smaku ciasta czekoladowego brownie
Kupione: Carrefour
Cena: ok. 2,69zł

8 odpowiedzi

  1. Jestem o parę lat za młoda, by być komiksowa. Mullermilcha z kolei sobie odpuściłam. Tego, kawowego i inne nowości. Jeśli któryś nie poruszy mojego serca, to już nie będę kupowała. Szkoda mi czasu i kalorii – wreszcie do tego dojrzałam 😉

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *