LISNER, HUMMUS Z SUSZONYMI POMIDORAMI

Susz, szczęśliwie, nie ze śliwek.

Stołówkowe obiady miały swoje plusy i minusy. Kiedy po zbiegnięciu po wszystkich możliwych schodach, docierałem do stołówkowych drzwi, od razu starałem się rozeznać co dziś podają. Ogórkowa i schabowy?! Czy ja mam dziś urodziny?! Delicje. Szkoda, że nie można zjeść pięciu porcji. Kiedy oddawałem pusty talerz po zupie i wesoło podskakiwałem do następnego okienka (ok, prawie, bo dzieliły je dwa kroki) humor często się ulatniał. Ziemniaki pokryte koperkiem, a do picia kompot. Szklanka wypełniona farfoclami. Wiśnie, jabłka, śliwki. Jak ja się cieszyłem, że w buzi tworzy się ślina, bo mieląc kotleta mogłoby zaschnąć. Aha. Oczywiście superanckie opiekunki krzyczały, że trzeba wszystko zjeść.

Lisner hummus z suszonymi pomidorami szczęśliwie nie ma nic wspólnego z powyższym. Przynajmniej taką miałem nadzieję gdy go kupowałem. Pozbawione wody czerwone kulki jadłem już z jakimś serku twarogowym, więc wiedziałem na co się piszę. Na coś przynajmniej dobrego, bo wariant czosnkowy (możliwe, że jako pierwszy hummus zjedzony w życiu) bardzo mi smakował.

lisner_hummus_suszony_pomidor_05

Kolor może przypominał wspomniany serek, ale zapach był już od niego daleki. Ciecierzyca z domieszką składnika X. Długo zastanawiałem się co to jest. Frustracja sięgała zenitu, bo zapach znałem doskonale. Nie potrafiłem go jedynie ulokować. Niczym pomysłowemu Dobromirowi, dziurę w głowie starała się stukająca myśl. Jeeeest! Paprykarz Szczeciński! Wait… what?!

lisner_hummus_suszony_pomidor_08

Z jednej strony kremowa, z drugiej strony mulista z wyczuwalnymi chropowatościami. Czerwona papka była silnie aromatyczna, co w studenckim pokoju nie jest może dobrze widziane. Z drugiej strony żeby tylko takie zapachowe problemy tam się rodziły…

Jedząc go nie mogłem pozbyć się uczucia paprykarza. Skojarzenie dość dziwne, zważywszy na fakt, że ciecierzyca rybą nie jest. Może do pomidorowa zalewa tak wpłynęła na odbiór? 21,5% zawartości masy musiało pozostawić jakiś znak.

lisner_hummus_suszony_pomidor_10

Krem ze zmielonych kulek ciecierzycy, o smaku ciecierzycy i zapachu Paprykarza Szczecińskiego. Pokrecone jak spirala. Albo się polubi albo znienawidzi. Ja z pomorskim przysmakiem mam wyjątkowo dobre wspomnienia, także nie potrafiłbym wystawić oceny negatywnej. JNie zmienia to jednak faktu, że chcąc kupić coś ponownie od Lisnera, wybiorę hummus czosnkowy.

Skład

lisner_hummus_suszony_pomidor_03a

Ciecierzyca 50%, pomidory konserwowe 12,5%, oleje roślinne (rzepakowy, słonecznikowy), suszone pomidory 9%,  pasta tahini 7% (100% zielone ziarna sezamu), przyprawy (czosnek, kmin rzymski), sól regulator kwasowości (kwas cytrynowy), substancja konserwująca (sorbinian potasu).

Informacja dodatkowa: Produkt może zawierać: ryby, skorupiaki, gorczycę, jaja, seler, soję, zboża zawierające gluten, mleko i produkty mleczne.

Słowniczek

kwas cytrynowy (E330) – naturalny składnik wielu organizmów żywych. Pełni ważna rolę w procesie metabolizmu. Znajduje się m.in. w owocach cytrusowych, kiwi, a także truskawkach. Polepsza także aktywność przeciwutleniaczy.
sorbinian potasu (E202) – zastosowanie i właściwości niemal identyczne jak kwasu sorbowego. Różni go to, że jest łatwiej rozpuszczalny w wodzie. Konserwuje produkt przeciwko grzybom i drożdżom.

Najważniejsze: brak octu. Szkoda użycia sorbinianu potasu.

Wartości odżywcze

lisner_hummus_suszony_pomidor_03b

Lisner hummus z suszonymi pomidorami to ok. 245kcal (podział BTW: 6,24g/ 19,54g/ 8,48g) zawarte w 80-gramowej misce.

   

Informacje o produkcie

Producent: Lisner
Marka:
Nazwa: Pasta z ciecierzycą, sezamem i suszonymi pomidorami
Kupione: Carrefour
Cena: 2,79zł

8 odpowiedzi

  1. Jako Szczecinianka sam rozumiesz, że nie mam nawet prawa powiedzieć, że paprykarz Szczeciński jest be. 😀 To niemalże jakbym wyparła się swoich rodziców. A tak serio – lata 90 upłynęły mi pod znakiem czekoladowych Chocapiców na śniadanie i właśnie paprykarza na kolacje. To były moje dwa stałe warianty dzień w dzień. No okej, płatki od czasu wymieniałam na czekoladowe kulki od królika, ale czekolada z mlekiem w miseczce była niezmienna. Jak się więc domyślasz, ja należę do miłośników radioaktywnie pomarańczowej papki. Co jednak ciekawe, ostatni raz jadłam go… ładnych parę lat temu. Nie to nawet abym miała przesyt, ale to już nie te lata kiedy na półkach nie było innego smarowidła – stąd właśnie teraz zamiast paprykarza czytam recenzje już bardziej wyszukanych humusów. 😀
    Mi jego porównanie właśnie do pomorskiego specjału odpowiada i nie jest dla mnie zdziwieniem, bo wszystko co w pomidorowej zalewie właśnie przywołuje takie skojarzenia. Nie jadłam, ale jestem pewna, że by mi smakowało. Szybciej jednak chyba sięgnęłabym po wariant czosnkowy, bo tej pomarańczowej pulpy już się swoje w życiu najadłam.

    Odpowiedz
    1. Marcin Marcin DD

      Nie no. Co Ty? Mów śmiało 😀 Zapewne są tacy, którym ta pasta się źle kojarzy. Choć mi, w mieście oddalonym od Szczecina kilka setek kilometrów, przywodzi na myśl pozytywy. Ostatnio nawet widziałem na YT jak gość podgrzewał taką kanapkę w zapiekaczu 😉 Myślę, że to bez sensu. Pomijając sprawy smakowe, to cała otoczka jedzenia z puchy jest taka… by była zimna.

      Monotonia płatkowa jest mi dobrze znana. Chociaż u mnie to były raczej płatki z mlekiem niż mleko z płatkami. Bo kiedy nie widać białego płynu spod chrupek, to jest ich raczej sporo. Kolację jednak były różne 😉

      PS Ciekawi mnie paprykarz od Primaviki. Pewnie go wrzucę, chęć zakupu zwalając na testy właśnie.

      Odpowiedz
      1. Nie no jaki paprykarz na ciepło, toż to bezczeszczenie! To tak jakby pić ciepłą whisky.

        U mnie raczej też były to płatki z mlekiem, a czasem to nawet same płatki jedzone prosto z opakowania.

        Primavika ma ogólnie spoooooro interesujących mnie produktów. Gdyby nie cena oscylująca nawet w okolicach 8-9 zł za słoiczek to pewnie miałabym nimi wypełnioną lodówkę. Chętnie jednak przeczytam o nich. 😛

        Odpowiedz
        1. Marcin Marcin DD

          Kiedy byłem młodszy, też je jadłem z opakowania. Obecnie tak chłonę tylko zlepki musli/ crunchy. Dla wypuszczonych jakiś czas temu Lionów, Cini Minis będę musiał (pewnie) robić wyjątek 😉

          Odpowiedz
  2. A ja uwielbiałam kompot 🙂 Pamiętam, jak w upalne dni panie z przedszkola robiły „przerwę na picie”, kiedy bawiliśmy się na dworze, i wynosiły gar kompotu oraz maleńkie garnuszki. Takie, jak są teraz modne. Fajnie było dostać porcję z farfoclami, na których można było zawiesić ząb. No i ziemniaczki z koperkiem – nic lepszego!

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *