ARTETA, DAYUP ORANGE

Wstawaj, szkoda dnia!

Z porannym wstawaniem bywa ciężko. Budzik dzwoni nieubłaganie, podczas gdy kolor nieba za oknem wskazuje na zapas przynajmniej trzech godzin snu. Słońce ma jeszcze w poważaniu nasze regiony, a ten cholernik drze się wniebogłosy. Gdyby był to jeszcze stary, zardzewiały, metalowy, radziecki „krętacz”, można by pomyśleć o rzuceniu w niego klapkiem. Niestety. Cyferblat przeistoczył się w dotykowy niezbędnik.

Kit z tym. Jest sposób. Przestawię drzemkę o pół godziny, a (drugie) śniadanie wezmę z lodówki. Pięć minut później telefon znów zaczyna dzwonić. Tylko coś tu nie pasuje. Budzikowi przecież nie można przypisać nazwy i podpiąć go do grupy kontaktów. Tuż obok 9:57 na wyświetlaczu pojawił się wibrujący napis „Jarosław – dyrektor”.

„Tak, tak… jadę, korki, wypadek, w zasadzie to metro zalało, a ja do przepłynięcia miałem pięć stacji”.

DayUp Orange zjawił się w Biedronce z przytupem. Nowości zazwyczaj pukają speszone. Jeden, dwa smaki. Tutaj śmiało można powiedzieć o rozpychaniu się łokciami. Problem bogactwa? Niekoniecznie. Green (jabłko, truskawka, śliwka) oraz Red (jabłko, truskawka, czereśnia) odrzuciłem od razu. Pozostał opisywaniu miód i coś borówkowego (o czym za chwilę).

Z przekąsem popatrzyłem na tył opakowania, oczekując barwników i innych niespodzianek w postaci żelatyny wieprzowej. Nie dość, że był czysty jak łza, to jeszcze jogurt nie stał na pierwszym miejscu listy. To w zasadzie mus owocowy z płatkami i jogurtem. Dla takich osób jak ja, wzdrygających się od zapachu mleka, rozwiązanie idealne.

dayup_orange_06

Niestety całość wypadła słabo. Mocno słabo. Plusem jest konsystencja, kolor rzeczywiście przypomina miks brzoskwini i miodu. Minusem jest najważniejszy punkt, czyli smak. Pszczeli nektar wszedł w jakąś reakcję z owocem i stał się gorzką, drapiącą substancją. Powiedziałbym, że sfermentowaną ale przecież miód zepsuć się nie może. Był przy tym jednolicie gładki, bez wkurzających zbożowych strzępów.

Kolorystyka, gęstość, nawet zapach jest ok. Tzn. ok. Pachnie zdrowo, ale nie przyjemnie. Przypomina mi przeciery, które jadła mama. A lubiła kalafior, brokuły, siemię lniane. Papka była takim kupionym w aptece, robionym w domowym zaciszu, lekiem na ból gardła. Kojarzycie jakieś filmy komediowe lub materiały na YT, gdy ktoś przechodzi na dietę i pije pierwszy zdrowy miks z zaciśniętym nosem? Tak właśnie poczyniłem i ja.

Paradoksalnie mam ochotę spróbować innych smaków. Zwyczajnie przekonuje mnie skład. Słodką ale jednak pułapką, mógł okazać się właśnie miód. On zazwyczaj kiepsko wychodzi w czymkolwiek. Yellow (jabłko, banan, ananas) pewnie odpuszczę. Blue (banan, gruszka, czarna jagoda)  natomiast przetestuję. Nawet nie wiem co o nim teraz myśleć, nigdy bym takiego miksu nie ułożył.

Skład

dayup_orange_08

Puree z brzoskwiń 60%, jogurt naturalny 26%, miód 7,5%, płatki owsiane 2,5%, koncentrat pomarańczowy 2%, płatki jaglane 2%

Słowniczek

Niepotrzebny

Wartości odżywcze

dayup_orange_07

DayUp Orange dostarczy 108kcal (podział BTW: 2,76g/ 1,44g/ 23g) w jednej saszetce.

Informacje o produkcie

Producent: DayUp
Marka: DayUp
Nazwa: DayUp Orange (puree brzoskwiniowe z jogurtem naturalnym, miodem, pomarańczą i płatkami)
Kupione: Biedronka
Cena: 2,95zł

10 odp. do wpisu “ARTETA, DAYUP ORANGE

  1. Zasmuciłeś mnie, bo ten wariant wydawał mi się najciekawszy. Jadłam zielony z jabłkiem – delikatnie mówiąc mnie nie powalił, ananas z kokosem smakował mi szczerze, czerwony z truskawką i czereśnią też był bardzo smaczny. Wszystkie jednak mają taki posmak ni to kwasu ni goryczy pochodzący w głównej mierze z jabłek. Z drugiej strony miło wreszcie zjeść coś co nie jest samym cukrem. Mi smakują. Szkoda tylko, że niezbyt tania ta zdrowa przyjemność. Zwłaszcza, że ten żółty z ananasem kupiłam prawie za 4 zł na Orlenie… Ale byłam w trasie i potrzebowałam podnieść cukier. 😀
    Teraz wezmę na tapetę ten co w dzisiejszej recenzji, zobaczymy.

    1. Ta gorycz jest intrygująca. Wiem o czym piszesz, bo sam nie mogłem jej zdefiniować. Dobrze, że ananas z kokosem wypadł lepiej. Jego wezmę na łyżkę w następnej kolejności.

      W Carrefourze są chyba po 2,99zł, więc też drożej niż normalne jogurty. No ale… właśnie. Skład.

    1. Tak naprawdę średnio. Bakuś, Danio i temu podobne, z takiej samej folii, sycą podobnie. Tu mamy zaledwie 120g więc traktowałbym to jako dodatek do rogala… ew. kawy, gdy musimy wyrabiać target w biurze 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *