MAGA, VITAL FRESH SURÓWKA Z MARCHEWKI

Wiórki karotenu.

Macie jakieś danie, którego nienawidziliście w dzieciństwie, a teraz je lubicie? Albo, żeby było jeszcze bardziej pokręcone, to lubicie w jednej postaci (ekhm… stanie skupienia?), a w drugim dalej nienawidzicie? Wątróbki nie tknę do tej pory. Szpinaku też (choć tu pojawia się historia, gdzie pierwszy raz po wieli latach rozbratu, zjadłem go ze smakiem w knajpie, o czym pewni już pisałem).

Jeśli chodzi o warzywa, to królową nienawiści była u mnie gotowana marchewka. Nie wiem kto wymyślił by zrobić z niej papkę. Surowej też niechętnie robiłem miejsce na talerzu. Soki marchewkowego, popularnej Karotki, nie tykałem nawet mimo pragnienia.

Dziś nieco się zmieniło. Surową marchewkę potrafiłem kroić malutkim nożem w chorych ilościach. 400g? spokojnie. Surówkę w barze mlecznym też z chęcią zamówię.

Vital_Fresh_marchewka_04

Vital Fresh Surówka z marchewki to kolejna propozycja do obiadu z popularnego sklepu. To, co wyróżnia opakowanie, to informacja o kaloryczności porcji podana w przejrzysty sposób, a nie jak w przypadku chociażby kurczaka z ryżem, gdzie człowiek prędzej się zniechęci niż dojdzie do konkretnych danych. Warto to podkreślić, bo obie serie wychodzą od tego samego producenta. Vital Fresh, gdzie dochodzą też mieszaniny sałat, jest lepiej dopracowane? Niekoniecznie. Colesław i Smakołyk również były pozbawione takiej wstawki.

Vital_Fresh_marchewka_07

Siedmiokąt foremny został wypełniony po brzegi w pomarańczowe skrawki. Jeśli chodzi o strefę wizualną, nie miałem nic do zarzucenia. Wyglądało apetycznie, tak jakbym chciał by wyglądała kupna surówka. Zresztą, taka w barach też, bo tu popsuć raczej wiele się nie da.

Vital_Fresh_marchewka_09

Więcej do zarzucenia miałem pod względem zapachu. Nie pachniała czysto marchewkowo. Wyczuwałem jakiś kwaśny dodatek. Jabłko odrzuciłem, bo  widniałoby w nazwie. Na ocet był za mało mdły. Aromat choć świeży, posiadał pierwiastek tajemniczości.

Vital_Fresh_marchewka_10

Sos, którego było sporo, nie rozwarstwiał się, nie był też jakąś breją. Fajnie. Niefajnym był wyczuwalny smak jakieś tłustości, kwasku. Czegoś, co zniszczyło naturalną strukturę startego przysmaku jednego z królików. Same skrawki może nie były wybitnie gąbczaste i pozbawione życia, ale z pewnością nie były tak jędrne i soczyste jak świeżo przyrządzone.

Marchewkę, jak i inne owoce/ warzywa uwielbiam kroić małym nożem. Poza tym starcie jej (gdyby naszła ochota) to akurat nie jest żadna filozofia, tak więc wątpię bym ponowił zakup.

Skład i wartości odżywcze

Vital_Fresh_marchewka_02

Marchew 85%, cukier, olej rzepakowy, woda, sól, ocet spirytusowy, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, żółtko jaja w proszku, stabilizatory: guma guar i guma ksantanowa.

Informacja dodatkowa: Produkt może zawierać seler i gorczycę.

Słowniczek
guma guar (oznaczana również jako E412) – zagęszcza produkty, nadając jej żelową formę. Dzięki niej cząsteczki wody zawarte w produktach nie zamarzają. Uważana raczej za nieszkodliwą, ale zdarzają się przypadki wystąpienia na nią uczuleń.
guma ksantanowa (oznaczana jako E415) – naturalny polisaharyd, powstający przy udziale bakterii z cukru i melasy (fermentacja węglowodanów). W przypadku wysokich dawek może powodować wzdęcia.
kwas cytrynowy (oznaczany jako E300) – naturalny składnik wielu organizmów żywych. Pełni ważna rolę w procesie metabolizmu. Znajduje się m.in. w owocach cytrusowych, kiwi, a także truskawkach. Polepsza także aktywność przeciwutleniaczy.

E412 i E415 nie są uznawane za szkodliwe. Regulator kwasowości i olej rzepakowy – na minus. Dziwią mnie jajka w składzie. Ale skoro to sos majonezowy…

Wartości odżywcze

Vital Fresh Surówka z marchewki dostarczy 90kcal w porcji (podział BTW: 0,9g/4,2g/ 11g). Wolę jednak marchewkę jedzoną, po dziecinnemu, małym nożem.

Informacje o produkcie

Producent: Maga
Marka: Vital Fresh
Nazwa: Vital Fresh – Surówka z marchewki (surówka z z marchewki w sosie majonezowym)
Kupione: Biedronka
Cena: 2,19złVital_Fresh_marchewka_02a

18 odpowiedzi

  1. Ja marchewkę zawsze kochałam (szpinak też, a watrobke… nie pamiętam, na pewno w gimnazjum już lubiłam). Swieżo tarta z cukrem… mmm 🙂 Za to por i seler – bleee, do dzis.

    Cos mi się dzieje z Twoim blogiem. Nie dziala na nim ani klawisz wyszukiwania, ani polskie znaki: a, s (z ogonkami i kreskami).

    Odpowiedz
      1. A z czym kombinowałeś? ;>

        P.S. Teraz znowu, jak dałam odpowiedź, to okno „opublikuj komentarz” skleiło się z awatarem Natalie. Nie wiem, czy to jest możliwe do skorygowania bez informatycznej wiedzy, ale możesz próbować. Bylebyś wcześniej zrobił backup.

        Odpowiedz
        1. Marcin Marcin DD

          Teraz z tym nic nie zrobię. Odpowiedź np. dotyczy ciągu ABCD, gdzie Ty dajesz A1. To okienko wyświetla się pomiędzy A i B. Przy innej kombinacji jest analogicznie.

          Tym samym ramka nie jest na dole, nie trzeba się zastanawiać komu faktycznie odpisujesz.

          Odpowiedz
  2. Czy sa takie potrawy/produkty? Ba! A nawet nie jeden 😉 Wiele razy na blogu wspominałam, że przecier pomidorowy, ketchup, różne pomidorowe sosy, zupę pomidorowa (najlepsza!) uwielbiam, a swiezych pomidorow do tej pory nie jestem w stanie zniesc. I zapach i smak i całosc…no fuj i tyle 😛 Rodzynek w dzieciństwie unikałam jak ognia, a teraz bardzo je polubiłam. Oczywiscie suche gnioty nadal sa na czarnej liscie, ale te wielkie, soczyste sa boskie i wyjadam prosto z torebki 😉 A najlepiej jak mi tak jeszcze napecznieja w owsiance albo twarozku…raj! Szpinak do tej pory nie jest moim ulubieńcem, ale w pierogach czy nalesnikach czy jakims sosie zjem ze smakiem. Z tych koszmarnych rzeczy do jedzenia, które do tej pory nie tkne to seler (jakakolwiek postac) i jabłko z kiszona kapusta…nigdy nie zrozumiem tego połaczenia. Marchewke jestem w stanie zjesc tylko na surowo (ew. smazona lub suszona) bo gotowana to totalna katastrofa! To samo jest z marchewka tarta, taka jak tu własnie. No po prostu nie umiem przełknac. Soki marchewkowe czy te z marchewka jako dodatek to byla chyba najgorsza kara dla mnie w dziecinstwie i nadal taka kara może byc, bo to po prostu smakowa porażka.

    PS. Mnie też znaki nie działaja 🙁

    Odpowiedz
  3. Marchewki kocham od małego! Marcheweczki, soczki marchewkowe – > wraz z orzechami jedzenie(?), które mogłoby mnie definiować. 😀

    Od małego nie cierpię sera, brrrr, ser w jedynej postaci, w której mogłam go zjeść, był na pizzy (chyba, że było go za dużo, to ściągam, czasem, nawet ściągałam jak było mało)…
    Jaki mały knypeć masło było dla mnie ok, ale babcia przesadzała z jego dowalaniem do wszystkiego ( nawet pod kanapkę z nutellą – FUJ! chociaż wiem, że niektórzy tak lubią), aż mając 4 (?) latka, zrobiłam swój pierwszy bunt i od tamtej pory masła nie tykam, jak babcia gdzieś dołoży to automatycznie wyczuwam i odstawiam. Chyba, że kiełki smażone na masełku (no ale ostatni raz jadłam takie 1,5 roku temu).
    Hm… co jeszcze z takich dziwactw… uwielbiałam schabowe, to było moje ulubione danie! Szczególnie te mojej mamy, idealne, serio, tylko, że już mam do nich awersję, ogólnie nie tykam innego mięsa niż kurczaków/indyków/ryb.

    Pewnie jeszcze by się trochę potraw znalazło.: >

    PS. Chyba zapomniałam o najważniejszym! O czym często przypominają mi ze śmiechem znajomi – od urodzenia nie jem sajgonek…, gdy mając 8 lat, moja przyjaciółka zapytała się mnie czemu, odpowiedziałam, że to dlatego, że wszystkie są z psów…

    Odpowiedz
  4. Chociaż ogólnie lubię kupne surówki, uważam, że takich klasyków jak starta marchewka nie warto kupować gotowych, nie ważne jak ktoś leniwy by nie był (ja bywam). Nie mam bzika na punkcie wzorowych składów, ale nie ma nic prostszego i wspanialszego niż własnoręcznie starta marchewka, lub nawet lepiej – zjedzona ‚na sucho’ 😀 Co prawda z tych marketowych trafiają się takie praktycznie bez smaku, ale można znaleźć dobre, a jeszcze jak ma się z dobrego źródła, na przykład od dziadków ze wsi.. <3
    Ja byłam i jestem dzieckiem wszystkożernym, więc nie podłączę się do wylewanych żali. Szpinak, brukselka, marchewka z groszkiem, chyba nic mi nie straszne 😀

    Odpowiedz
    1. Marcin Marcin DD

      Marchewkę uwielbiam jeść małym nożem, także wersja dla leniwców szczęśliwie jakoś mnie nie kusi. Wiem o co Ci chodzi 🙂

      Szpinak – zło
      Brukselka – zło
      Marchewka z groszkiem – zło

      Idź, a kysz!

      Odpowiedz
  5. aamidale

    Moje koszmary dzieciństwa to wszelkie tłuste mięsa, w dodatku mid-rare (by moja babcia); potrawy tex-mex w polskich standardach (mama); kaszanka i flaki. Po nocach mi się śni. W dodatku jako dziecko nie mogłam się doprosić o avocado ani kozie i pleśniowe sery, oliwki i inne tego typu rzeczy bo „nie będzie ci smakować”. Więc kupowałam ukradkiem i jadłam sama, czując się co najmniej jak heroinista,
    Do tej pory nie tknę ani flaków ani kaszanki, z mięsem najlepiej się czuje jak sama je obrabiam no i tłuste być nie może w żadnym wypadku. Kuchnię tex mex pokochałam gdy wywaliłam z niej ananasa i zaczęłam przyprawiać po swojemu: ravitt, chipotle… nawet tortille sama potrafię zrobić.
    Co do marchwi to też mi ją paćkali(ohyda), potem jadłam tartą, z jabłkiem. Obecnie uwielbiam surowe paski marchwi i jabłka maczane w tahini z solą gruboziarnistą, kurkumą i pieprzem. Bajka.

    Odpowiedz
    1. Marcin Marcin DD

      O, widzisz. Z kaszanką miałem baaaardzo podobnie. Nienawidziłem jej. Serio. Sam zapach mnie obrzydzał, a np. dziatek/ tata, zajadali się jakby to było Oreo oblane syropem z masła orzechowego, obtoczone w białej czekoladzie 😉

      Minęło kilka lat, a ja stałem się dorosły. Ok, bardziej pełnoletni ( 😉 ). i będąc w sklepie, robiąc zakupy na grilla… sam z siebie dorzuciłem mielonkę budy z psem, do koszyka 😉

      Odpowiedz
    1. aamidale

      Takiego oreo też bym nie zjadła 😀
      Kaszanką nakarmiono mnie gdzieś na terenie pozamiejskim, u mnie w domu z reguły była sztuka tłustej wieprzowiny plus inne wesołe dodatki. Babcia jako dziecko wychowane w czasach okupacji uważała to za delikates. Z anegdoty dowiedziałam się, że będąc małą dziewczynką płakała, że święty mikołaj nie przyniósł jej kiełbasy pod choinkę. Dziś się z tego śmiejemy, ale to właśnie tego typu traumy wpłynęły na kiczowatość polskiej kuchni naszego dzieciństwa.

      Odpowiedz
  6. aamidale

    Ja lubię mało słodyczy i z reguły o umiarkowanej słodkości. Nawet jabłka za słodkiego nie zjem 🙂 Trochę mam z tej babci od kiełbasy, też z łakoci najlepiej lubię mięso:D

    Odpowiedz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *